PolskiEnglish
Creditreform Polska w Google+
Strona Główna |Impressum |Kariera tel.:(+48) 22 440 15 00
creditreform@creditreform.pl
Creditreform Polska Sp. z o.o.
Kontakt 08:00 - 16:00

22 440 15 00

creditreform@creditreform.pl

Co zrobić z mową nienawiści?

To jeden z nierozwiązywalnych konfliktów – zakaz używania tzw. hejtu uderza w wolność słowa. Uderzając w owych nienawistników automatycznie stawiamy się po ciemnej stronie mocy

222323018e578851357433-58eb6a609d4bc-jpg

Prawo do wolności słowa jest jednym z najstarszych osiągnięć cywilizacyjnych. Jego początki datowane są na VI wiek p.n.e., bowiem powstało już w starożytnej Grecji. Można je też odnaleźć w XVII-wiecznej brytyjskiej Karcie Praw, o której wprowadzenie we Francji walczono podczas francuskiej rewolucji. Dziś zapisane jest w art. 19 Uniwersalnej Deklaracji Praw Człowieka. Ale pomimo tej dumnej historii powszechnie uznaje się, że to prawo nie jest tak naprawdę prawem absolutnym. Ograniczenia wolności słowa nie są prawie kontrowersyjne: większość ludzi zgodziłaby się, że rozsądne jest zapobieganie pomówieniom, ograniczanie użycia inwektyw, czy wreszcie powstrzymywanie przed kradzieżą własności intelektualnej. Ograniczenia te są uzasadnione względnie restrykcyjną zasadą nieszkodzenia, którą zaproponował John Stewart Mill. Wydaje się nawet, że jedynym usprawiedliwionym powodem ograniczeń swobody wyrażania się jest ochrona innych ludzi przed skrzywdzeniem. Ograniczenia dotyczące mowy nienawiści, które istnieją w wielu krajach, idą jednak nieco dalej. W specjalnych ustawach tam obowiązujących czytamy o mowie, która atakuje kogoś na podstawie jego podstawowych cech, w tym między innymi religii, rasy, płci i orientacji seksualnej.

Ale czy to właściwe postępowanie? Czy społeczeństwo powinno być w stanie ochronić się przed najgorszymi formami mowy, czy też ta ochrona równa się nadmiernej ingerencji w indywidualną wolność? Czy powinniśmy zachować prawo do wypowiedzi, czy też inni mają prawo do ochrony przed naszymi nienawistnymi słowami?

Zwolennicy walki z mową nienawiści podnoszą wiele argumentów przeciwko tej, jak to określają, zdegenerowanej formie wolności słowa. Bo wywołuje ona zawsze ostre reakcje mogące prowadzić do eskalacji konfliktu. Bo z etycznego punktu widzenia jest czymś nagannym i trzeba to jakoś uregulować. Bo wreszcie nie przynosi ona niczego pożytecznego społecznie, więc jej eliminacja nie poczyni żadnej szkody.

To wszystko jednak blednie chyba wobec dość istotnej kwestii – w jaki sposób zadecydować o tym, kto będzie autorytetem potrafiącym bezstronnie rozsądzić, czy dana wypowiedź kwalifikuje się jako „mowa nienawiści”, czy też nie. Co więcej, powstają wtedy dość niebezpieczne precedensy, które mogą prowadzić do cenzury.

 

Pan/Pani
Firma:
Imię:
Nazwisko:
Adres e-mail:
*
Współpracujemy z

Federation of Business Information Service

Monitor Urzędowy